16.08.2008Zaprezentowany wczoraj na placu przed słupskim ratuszem spektakl "Amadeusz" to przykład totalnego bezguścia, na które zmarnowano publiczne pieniądze.

MoĹźliwe, Ĺźe nie moĹźesz zobaczyÄ tej strony, poniewaĹź
SprĂłbuj jednej z nastÄpujÄ cych stron:
JeĹli problem siÄ powtarza, skontaktuj siÄ z administratorem witryny.
Nie znaleziono komponentu
- Dawno nie byłam tak zła - stwierdziła jedna z moich znajomych zawodowo zajmujących się teatrem. Ma rację, za pieniądze, jakie wpompowano w "Amadeusza", można było zrealizować kilka przyzwoitych premier.
Organizatorów nie uratował nawet deszcz, który obficie zlał scenę i skupionych przed nią widzów. Ulewa obnażyła natomiast bezlitośnie braki organizacyjne. Z jej powodu występu odmówili słupscy filharmonicy, którym nie zapewniono profesjonalnego zadaszenia, a kontuzji uległa jedna z baletowych tancerek.
Przykro patrzeć, iż ambicje słupskiego teatru sięgają ledwie widowisk o wątpliwej jakości artystycznej. A miast gorących nazwisk z afisza co sezon straszą nas ramoty. Teatr w stutysięcznym mieście wcale nie musi być prowincjonalny. Udowodniła to jakiś czas temu scena w Legnicy. Tamtejsze spektakle to idealne lekarstwo na słupską gigantomanię.